CHINY – 20 LAT PÓŹNIEJ - SZANGHAJ, MAKAO i HONG KONG

Na zakończenie tych kilkunastu zdań o tym niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju mieście jeszcze słów kilka o….. chińskim cyrku....

 

CHINY – DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ - SZANGHAJ, MAKAO I HONG KONG 

Szanghaj jest największym miastem świata pod względem liczby ludności. Zamieszkuje go ponad 24 ml mieszkańców. To największe centrum gospodarczo – finansowe Chin i jego największy port. Położony w delcie rzeki Jangcy nazywany był „Paryżem Wschodu” a na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX wieku nosił niechlubną nazwę „Azjatyckiej Prostytutki” z racji wszechobecnej tam przestępczości i płatnym cielesnym usługom.

Dziś jest to kosmopolityczne miasto o imponującym city położonym w dzielnicy Pudong. Tam też znajduje się ponad 300 wieżowców, a których najwyższy Shanghai Tower ma 632 metry wysokości. Szanghajskie city najbardziej okazale wygląda nocą kiedy ogląda się je z pokładu statku spacerowego płynącego po rzece Huangpu. Po drugiej stronie rzeki na tzw. Bundzie zachowały się budynki z lat  dwudziestych i trzydziestych XX wieku, ale nowoczesność widoczna w zabudowie Szanghaju zdecydowanie przeważa w krajobrazie tego miasta. Szanghaj zapamiętałem także z racji Świątyni Nefrytowego Buddy z największą rzeźbą Buddy w Chinach wykonaną z nefrytu, nieziemskiego widoku z platformy widokowej Oriental Pearl Tower, pomnika Chopina i tego, że zamieszkuje go ponad 300 naszych rodaków.

Szanghaj zapamiętam także z fabryki jedwabiu, którego produkcja przez całe tysiąclecia była pilnie strzeżoną tajemnicą, i na handlu którym bogaciły się starożytne Chiny. Za zdradzenie tajemnicy produkcji jedwabiu karano w Chinach śmiercią.  O jedwabiu wiecie Państwo zapewne bardzo dużo, ale tak na wszelki wypadek zapamiętajcie proszę, że: sztuczny jedwab się topi a naturalny spala. Na pamiątkę z wizyty w tej fabryce mam piękny szal kupiony w przyfabrycznym sklepie.

Na zakończenie tych kilkunastu zdań o tym niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju mieście jeszcze słów kilka o….. chińskim cyrku, którego spektakl tam oglądałem. Do dziś nie wiem w jaki sposób wewnątrz olbrzymiej, przeźroczystej kuli jeździło na raz siedem motocykli. Wjeżdżały tam po kolei i w jej wnętrzu jeździły po jej ścianach, przecinając drogę innych jeżdżących tam maszyn. Nie zderzyły się i nie potrąciły ani razu. Prawdziwa fantasmagoria!!!

Kiedy dotarliśmy do Makau znanego w Polsce bardziej jako Makao wiedziałem o tym mieście tyle, że kiedyś była to kolonia portugalska. Spacerując jego uroczymi uliczkami co i rusz spotkać było można nazwy ulic w języku portugalskim umieszczone na tabliczkach wykonanych z glazury. Historię z okresu panowania tam Portugalczyków przypomina także frontowa ściana ruin katedry Świętego Pawła z 1602r. Dziś to miasto ma status specjalnego regionu administracyjnego Chin z własną walutą zwaną pataca (lepiej jej nie przywozić do Polski bowiem w kantorach jej nie wymieniają). Posiada własny system prawny, ale poza tym jest całkowicie zależne od Chin.

Jednak przede wszystkim Macao jest dziś największym centrum hazardu na świecie zwanym także Wschodnim Monte Carlo. Wszechobecne kasyna gry generują przychód roczny w wysokości ponad 31 mld dolarów USA. Wśród osób uprawiających hazard zdecydowana większość to chińczycy z Chin kontynentalnych. Mam pewne doświadczenia z kasyna w Monaco gdzie byłem, zagrałem i…nie wygrałem. Dodam, że wymieniłem wtedy tylko trzy żetony po 10 ówczesnych franków francuskich z czego jeden przywiozłem na pamiątkę do domu. Podobnie postąpiłem w Macao przestępując progi największej świątyni hazardu na świecie z tą tylko różnicą, że żadnych pieniędzy niegdzie nie „stawiałem” i choćby z tego tytułu jestem wygranym. Natomiast oczy moje widziały nie dwa, nie dwadzieścia, nie dwieście ale dwa tysiące stołów, na których grano w różne gry, wszystkie co do ostatniego miejsca zajęte przez hazardzistów. Gdyby komuś znudził się hazard przy ruletkowym czy karcianym stoliku to dla relaksu mógł popływać oryginalną wenecką gondolą po kanałach usytuowanych na pierwszym piętrze tego gmach wszelakich rozrywek. Pochwalę się tym, że wypiłem kawę w pięknie położonej kawiarni z widokiem na salę ze stołami gdzie się hazardowano. Moją tajemnicą niech pozostanie to, ile za nią zapłaciłem.

Kiedy prom płynący z Makao dopływał do portu w Hong Kongu spełniło się jedno z moich marzeń. Zawsze chciałem to miejsce odwiedzić tym bardziej, że wielokrotnie mogłem je oglądać na licznych filmach fabularnych czy dokumentalnych. Miasto historycznie związane jest z tzw. „wojną opiumową” pomiędzy Chinami a Wielką Brytanią. W największym skrócie: Wielka Brytania importowała do siebie olbrzymie ilości herbaty płacąc za nią w czystym srebrze. Bardzo szybko okazało się, że srebra zabrakło i nie było czym płacić za pachnące herbaciane listki. Anglicy wpadli na pomysł i narzucili Chinom barter czyli wymianę herbaty za opium. Od tego narkotyku uzależniły się miliony chińczyków, aż całe to zdarzenie zakończyło się wojną. Traktat podpisany po ostatniej „wojnie opiumowej” przyznawał Wielkiej Brytanii 99-letnia dzierżawę terenu, który zajmuje dzisiejszy Hong Kongu. W  1997r. miasto „przekazano” Chinom i od tego reku jest ono specjalnym regionem administracyjnym Chin. Ma własną walutę – dolara hongkońskiego (bardzo ładne i trwałe banknoty). Największe przychody Hong Kong osiąga z turystyki. Są one wielkością zbliżone do przychodów Macao. Ostatnio głośno jest o tym mieście szczególnie z powody protestów młodzieży, której nie podoba się to, że Chiny nie dotrzymują umów zawartych z Wielką Brytanią i próbują wprowadzić w Hong Kongu rządy partii komunistycznej, co nie ma nic wspólnego z zachodnia demokracja jaką tam ustanowili Anglicy.

Kiedy z Wzgórza Wiktorii ogląda się miasto ma się wrażenie, że na dole rośnie las. Jest to las wysokościowców bowiem miasto nie mające terenów, na których można by stawiać domy mieszkalne, zmuszone jest „rosnąć w górę”, aby zapewnić godziwe miejsca zamieszkania dla swoich obywateli. Hong Kong jest także miastem olimpijskim bowiem podczas odbywającej się w 2008 roku Olimpiadzie w Pekinie, w Hong Kongu odbywały się zawody konne.

Jak fascynujące jest to miasto nie do końca mogłem się przekonać, bowiem spędziłem w nim tylko jeden dzień. Kiedy z supernowoczesnego lotniska zbudowanego na morzu startowaliśmy w drogę powrotną do Polski, ujrzałem to miasto w całej okazałości i postanowiłem, że muszę tam jeszcze kiedyś wrócić. 

 

cdn.

 

Fotorelacja

Read 141 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…