CHINY – 20 LAT PÓŹNIEJ - PEKIN

Chiny zawsze mnie fascynowały.
Zresztą jak może nie fascynować kraj, którego historia sięga kilku tysięcy lat wstecz
z ludnością, która dziś oscyluje wokół 1,4 miliarda.

 

CHINY – DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ PEKIN

Tak jak wspomniałem w poprzednim artykule nadszedł czas, aby nieco lepiej poznać Chiny, może nie w całości, bo na to brakłoby pewnie życia, ale jego najbardziej znane i najczęściej odwiedzane miejsca. Wspomniałem, że poprzednie podróże odbywałem liniami AREOFŁOTU, czyli radzieckich linii lotniczych. Parafrazując słowa Jurka Owsiaka „…działo się w czasie tych przelotów, oj działo…”. Pozwólcie Państwo, że nie będę tego tematu zgłębiał, ale obiecuję, że kiedyś do niego wrócę. Teraz najnowszym modelem Boeninga wystartowaliśmy z lotniska Okęcie, aby po kilkunastu godzinach lotu wylądować w Pekinie.

Po wylądowaniu w Pekinie przeżyłem pierwszy szok, jak się okazało nie ostatni w czasie tej podróży. Lotnisko pekińskie w niczym nie przypominało tego, które pamiętałem sprzed laty. Supernowoczesne, olbrzymie, bodaj że największe jakie dotąd znałem, jest prawdziwym „oknem na świat” mieszkańców Chin i jak się później okazało nie jedynym tej wielkości i nowoczesności w tym kraju. Szeroką, kilkupasmową autostradą szybko dojeżdżamy do samego centrum Pekinu. Szybko dojeżdżamy to zbyt optymistyczne określenie, bowiem już po zjeździe z autostrady znajdujemy się w potężnym korku. To był drugi szok, bowiem takiej ilości samochodów nie widziałem już nigdy potem i w żadnym innym miejscu. Spełniły się moje przewidywania, że i tą stolicę dotknie ta „choroba” cywilizacji, która uznawana jest za postęp – rozwój motoryzacji. Rowerów jak na lekarstwo, zresztą szaleństwem byłoby poruszać się jednośladem w tej lawinie samochodów jadących z żółwią prędkością w obu kierunkach. Niebo było zamglone, trochę prześwitywało słońce, ale dzień zapowiadał się pogodny. Kiedy jednak wysiedliśmy z autokaru okazało się, dlaczego słońce tylko prześwituje. W nozdrza uderzył zapach spalin a oddychanie sprawiało trudność. To był trzeci szok – wszechobecny smog docierał w każdy zakamarek Pekinu. Z dawnych podróży pamiętam słońce nad Pekinem a teraz? Do dziś czuję ten niemiły i niezdrowych zapach. Całe szczęście, że pokoje hotelowe oraz restauracje gdzie spożywaliśmy posiłki  były klimatyzowane. Wokół pełno ludzi w maseczkach, chociaż o pandemii korona wirusa nikt wtedy jeszcze myślał, choć muszę przyznać, że z perspektywy czasu, w tej sprawie mam własną teorię - oczywiście dotyczącą korona wirusa. Bez maseczek, niejako „z marszu” zaczynamy zwiedzać Pekin. Zaczynamy od Parku Olimpijskiego gdzie znajduje się słynny stadion zwany „Jaskółczym Gniazdem” zaiste będący prawdziwym arcydziełem sztuki budowlanej. W 2008 roku odbyły się tam Letnie Igrzyska Olimpijskie, na których też mieliśmy, jako nacja, „swoje” dni chwały. W czasie inauguracji igrzysk na stadionie zasiadło 91.000 widzów. Koszt jego budowy to pół miliarda dolarów. Wracając do smogu to jak sobie przypominam obrazy przekazywane przez telewizję pokazywały błękitne niebo nad miastem. Zagadka smogu wyjaśniła się po informacji otrzymanej od bardzo miłej Chinki pełniącej funkcję naszego opiekuna. Otóż na czas Letniej Olimpiady w całym Pekinie i okolicy przerwały pracę zakłady, które emitowały do atmosfery olbrzymie ilości toksycznych gazów. Po Olimpiadzie, wszystko wróciło „do normy” tzn. do zatruwania atmosfery. Poza niemiłym z natury smogiem całkiem miłą pamiątką z Parku Olimpijskiego był kupiony od licznie tam zebranych sprzedawców – latawiec. Chińska specjalność, nie za duża, aby zmiesiła się do bagażu a kupując go wierzyłem, że sprawię latawcem frajdę swoim wnukom. Jak się później okazało – sprawiłem.

Nasza sympatyczna cicerone zaproponowała  wizytę w absolutnie wyjątkowym miejscu, jak to określała. To miejsce okazało się sklepem jubilerskim gdzie sprzedawano perły, ale nie te wysoko cenione wśród książęcych i koronowanych głów, damskich oczywiście, czyli morskie. To były perły rzeczne. Miały one jedną zaletę – były znacznie tańsze od tych pochodzących z morskich głębin. Sądząc po zainteresowaniu jakie perły te wzbudziły w damskiej części grupy – bardzo się podobały. Zawzięcie targowano ceny i muszę przyznać, że pod tym względem sprzedawczynie były bardzo elastyczne i dało się zauważyć, że wiedziały na czym handel polega. Sam uczestniczyłem w licytacji ceny przy zakupie naszyjnika z pereł. O ile pamiętam z ceny wyjściowej blisko 2.000 USD udało się utargować cenę zakupu w wysokości 1.200 USD. Obie strony były zadowolone. Myślę, że osoba kupująca bardziej, bowiem weszła w posiadanie naszyjnika z pereł o bardzo rzadkim, bo czarnym kolorze.

Wizyta w letnim pałacu cesarskim położonym w przepięknym parku pozwoliła pooddychać nieco czystszym powietrzem a przejażdżka łodzią rzeźbioną w smoki spowodowała, że zmęczenie podróżą jakby przemijało. W czasie przejazdu do hotelu zdałem sobie sprawę z tego, że Pekinu jaki znałem dwie dekady wcześniej już nie ma. Nie ma ryksz przewożących podróżnych, nie ma „rzeki” rowerów ale za to zaistniała i ma się dobrze „rzeka” samochodów. Zupełnie nie poznawałem miasta, po którego ulicach przespacerowałem dziesiątki kilometrów. Wokół widziałem setki wysokościowców o mniej lub bardziej fantazyjnych bryłach, w większości fantazyjnych, zdając sobie sprawę z tego, że musiały powstać w miejscu wszechobecnych niegdyś hutongów, czyli tradycyjnego chińskiego zespołu szczelnie połączonych ze sobą parterowych budynków budowanych na planie prostokąta, z wąskimi uliczkami, z wejściowymi bramami do siheyuan, czyli małych, wspólnych dziedzińców, wokół których ulokowane były parterowe zabudowania z nieotynkowanej cegły (określenie z Wikipedi). Poznałem ich wiele ze szczególnym uwzględnieniem małych, przeznaczonych praktycznie dla chińczyków – restauracyjek, z oryginalną chińską kuchnią. Czy ostały się jakieś resztki tych kompleksów mieszkalnych tak silnie wrośniętych w tkankę miejską Pekinu? Czas pokaże? 

 

cdn.

 

Fotorelacja

Read 134 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…