CHINY – 20 LAT PÓŹNIEJ - GROBOWCE CESARZY Z DYNASTII MING i CHIŃSKI MUR

Jak świat światem władcy imperiów dbali, aby ich doczesne zwłoki były pochowane w godnych, czyli okazałych grobowcach, które wskazywały jednoznacznie, że pochowano w nich osoby władające imperium z woli Boga.

 

CHINY – DWADZIEŚCIA LAT PÓŹNIEJ - GROBOWCE CESARZY Z DYNASTII MING i CHIŃSKI MUR 

Wspomniałem poprzednio o hutongach i zanim wyjechaliśmy poza Pekin przekonałem się, że nadal istnieją i nadal zamieszkuje w nich znacząca ilość mieszkańców stolicy Chin. Dodatkowo pełnią funkcję „muzeów na powietrzu a przejażdżka po ich wąskich uliczkach małymi rowerowymi rykszami dostarcza zupełnie nieznanych wrażeń.

Jak świat światem władcy imperiów dbali, aby ich doczesne zwłoki były pochowane w godnych, czyli okazałych grobowcach, które wskazywały jednoznacznie, że pochowano w nich osoby władające imperium z woli Boga. Nigdy nie należałem do tych, którzy chętnie odwiedzali takiego czy innego rodzaju cmentarze. Wiem, że są miejsca, które należy zobaczyć osobiście a właściwie, które winien zobaczyć każdy Polak. Ja w takich miejscach byłem i w każdym zapaliłem znicz ku pamięci w nim pochowanych. Były to cmentarze: na Łyczakowie (Lwów), na Rosie (Wilno), Pere Lachaise (Paryż – grób Chopina). Najbardziej znane polskie nekropolie też odwiedzałem. W mojej pamięci pozostaną na zawsze cmentarze: Nichwiński zwany cmentarzem rosyjskiej kultury (Petersburg) czy cmentarz Piskariewski gdzie pochowano ofiary tragicznej blokady Leningradu. W stosunkowo skromnej katedrze św. św. Piotra i Pawła w Twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu widziałem groby carów z rodziny Romanowych. Znam miejsce pochówku królów polskich a także cesarza Napoleona. W porównaniu z nekropolią cesarzy chińskich z dynastii Ming, wszystkie w/w miejsca cechuje to, że są niezbyt duże, może poza cmentarzem Piskariewskim, ale na nim pochowano blisko 2 ml ludzi.

Grobowce Ming bo taka jest ich potoczna nazwa zajmują obszar ponad 40 ha i pochowano tam 13 spośród 16 cesarzy z tej dynastii. Położone o godzinę jazdy z Pekinu są „żelaznym” punktem każdej wycieczki bo znajdują się….. na trasie do Chińskiego Muru a właściwie do jego najbardziej znanego i odrestaurowanego fragmentu. Miałem to szczęście, że podczas moich pierwszych wizyt w Chinach mogłem obejrzeć komory grobowe z masywnymi wręcz olbrzymimi sarkofagami cesarzy. Teraz jest to już niemożliwe bowiem w obawie przed zanieczyszczonym powietrzem, które mogłoby trwale uszkodzić te groby, komory grobowe zostały zamurowane. Dziś ogląda się tylko budynki  znajdujące się na terenie nekropolii, tak jak ogląda się piramidy, czyli grobowce faraonów, nie oglądając komór grobowych, gdzie składano zabalsamowane zwłoki władców starożytnego Egiptu.

Wszyscy ci potężni władcy bali się jak ognia tego, że po ich śmierci groby, w których ich pochowano zostaną zbeszczeszczone i obrabowane z różnego rodzaju kosztowności z jakimi byli grzebani. Stąd tajemnicze komory w piramidach, ukryte grobowce w Dolinie Zmarłych w Egipcie, kurhany czy katakumby takie jak w przypadku dynastii Ming. Już w czasach starożytnych doskonale było znane określenie – hiena grobowa co oznaczało człowieka okradającego groby. Na szczęście cesarzom z w/w dynastii było to oszczędzone a zamurowanie katakumb spowodowane było innym zagrożeniem, gorszym niż człowiek, choć przez człowieka stworzonym – smogiem.

Wspominałem, że po raz pierwszy widziałem Chiński Mur dwadzieścia lat temu. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności obejrzenia tego legendarnego miejsca i sam zorganizowałem tam wyjazd. Niespełna 70 km od Pekinu w miejscowości Badaling znajduje się najbardziej odnowiony i najczęściej odwiedzany przez turystów fragment tej budowli. Ponoć całość z licznymi „odnogami” w czasach świetności a więc za panowania dynastii Ming liczyła sobie aż 21.000 km. Dziś jego fragmenty mniej lub bardziej zniszczone to ok. 2.000 do 2.500 km. Jest kręty, wije się jak wąż przez niedostępne góry i w zamiarze jego budowniczych miała chronić Chiny przed najazdami stepowych plemion. Jego niedostępność (góry) i krętość tłumaczyć także należy jako ochrona przed złymi duchami, które miały go nie przekraczać właśnie z tego powodu. Chińczycy w to bardzo wierzyli. Z całą pewnością bronił kraju przed najazdami bo do dziś imponuje ogromem. Na całej długości miał u podstawy ok. 6,5 metra a na wysokości średnio ok. 7 do 9 m jego szerokość była tylko o metr mniejsza. Budowano go tak, aby pojazdy zaprzęgnięte w cztery konie mogły po nim swobodnie jechać, i aby mogły maszerować oddziały wojska o szeregu liczącym 10 żołnierzy. Podstawa muru była kamienna, obudowany był cegłami a jego wnętrze wypełniane było mocno ubitą gliną. Budowało go miliony mieszkańców Chin wykonując ciężką, wręcz niewolniczą pracę. W mniej więcej równych odległościach od siebie stały i nadal stoją na nim wieże będące kiedyś siedzibą oddziałów, które go strzegły. Przekroczyć można go było wyłącznie przez silnie ufortyfikowane bramy. O Chińskim Murze mogę powiedzieć parafrazując słowa Cezara – „byłem, widziałem, spacerowałem po nim”. Pokonałem na nim co najmniej kilka kilometrów często wspinając się po bardzo stromych jego odcinkach (ok. 45% nachylenia). Legenda głosi, że widać go z kosmosu jako jedyny obiekt na ziemi zbudowany rękoma człowieka. Jak do chwili obecnej żaden z kosmonautów tej legendy/teorii nie potwierdził, że widział go na własne oczy. Z całą pewnością „widziały” go teleskopy i kamery zamontowane w kosmicznych pojazdach. Od 1987 roku jest zapisany na listach Światowego Dziedzictwa UNESCO i odwiedza go kilkanaście milionów turystów rocznie. W zdecydowanej większości to chińczycy co widać i słychać jak się już tam jest. Obowiązkowym elementem pobytu na Chińskim Murze jest pamiątkowe zdjęcie na jego tle i zakup pamiątek z nim związanych. Jak kupiłem sobie kamienną pieczątkę w formie prostopadłościanu zwieńczoną leżącym na szczycie pieskiem ze stosownym napisem. To moje imię, dla ułatwienia podałem sprzedawcy/rzeźbiarzowi imię Andrea a on pod tym imieniem wyrzeźbił je chińskimi znakami. Wszystko zostało wykonane „od ręki” w bardzo krótkim czasie, który pozwolił mi na spacer po murze. Kiedy z niego (muru) schodziłem pieczątka już na mnie czekała. Kiedy po latach byłem na Chińskim Murze ponownie stwierdzam co następuje – Chiński Mur ma się dobrze, nadal stoi, tylko że chińczyków na nim jakby mocno przybyło. Na zakończenie jeszcze dwie ciekawostki o tej niezwykłej budowli: Chiński Mur to nazwa europejska. Nazwa chińska to Mur 10 tysięcy Li co u chińczyków oznacza coś nieskończonego bo Li to jednostka miary. Druga ciekawostka ma związek z tym, że na niektórych jego odcinkach mieszkający w pobliżu ludzie uznali, że nie ma już zagrożenia ze strony wrogich plemion i po kawałku, cegła po cegle mur rozbierają, budując z tak pozyskanego materiału bardziej współczesne obiekty.

 

cdn.

 

Fotorelacja

Read 135 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…