ARMENIA – HISTORIA ZAKLĘTA W KAMIENIU CZ. I

Po zapoznaniu się z urokami Gruzji przyszedł czas na Armenię. Kraj położony w Kaukazie ongiś potężny dziś niewielki, ale mający historię którą można by obdzielić wiele. Jest to kraj, o powstaniu którego sami Ormianie opowiadają następującą legendę. 

Po zapoznaniu się z urokami Gruzji przyszedł czas na Armenię. Kraj położony w Kaukazie ongiś potężny dziś niewielki, ale mający historię którą można by obdzielić wiele. Jest to kraj, o powstaniu którego sami Ormianie opowiadają następującą legendę. Tak odnośnie legend to np. Chorwaci mówią o powstaniu swojej ojczyzny, że kiedy Pan Bóg już stworzył ziemię to zapomniał o nich, ale w zamian wysypał z worka to co mu zostało i dlatego znajdziemy w Chorwacji piękne, lazurowe morze, wysokie góry odbijające się w tym lazurze, i cudowny śródziemnomorski klimat. Ormianie też zostali zapomniani przez Boga podczas tworzenia świata. Kiedy upomnieli się o swój kraj, Bóg dla nich już nie miał nic poza surową kamienistą ziemią. Nie mając wyboru wzięli ją, ale uczynili z niej kraj dostatni i bogaty.

Nie ulega natomiast najmniejszej wątpliwości fakt, że to Armenia jest pierwszym na świecie krajem, który przyjął chrześcijaństwo. Stało się to w 301 roku n.e. Może zawdzięczają to Ormianie biblijnemu Noe, którego arka po potopie osiadła na zboczach, świętej dla nich góry – Ararat. Kto wie?

Dziś Ararat znajduje się na terenie Turcji, ale w pogodne dni jest doskonale widoczny ze stolicy Armenii – Erewania. Apostolski Kościół Ormiański dominuje w religii a duchową jego stolicą jest Eczmiandzin (taki odpowiednik Watykanu dla katolików).

Gruzję i Armenię zwaną także Hajastan łączy bardzo wiele. Oba kraje położone są na Kaukazie, oba mają przebogatą historię związana z początkami chrześcijaństwa, oba narody uwielbiają dobre wino oraz ucztowanie, podobny jest także podejście do roli kobiet, które nie udzielają się w życiu publicznym, ale dominują w rodzinie. Różnią się językiem a poza wspólnymi początkami chrześcijaństwa na ich terenach, Armenia w swojej historii ma więcej tragicznych dla niej wydarzeń.

Kiedy w programie wycieczki jest Gruzja i Armenia należy się liczyć z tym, że na ich granicy nastąpi zmiana przewodników i autokarów. Odbywa to się „bezboleśnie” i bardzo sprawnie. Nasz początek zwiedzania Armenii był nieco inny niż zaplanowaliśmy. Pierwszym monastyrem/klasztorem jaki mieliśmy odwiedzić, a trzeba dodać, że na terenie Armenii jest ich kilkaset, miał być Sanahin, który jest wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jak się okazało kiepska droga do niego wiodąca, została całkowicie rozmyta przez deszcze i nie sposób było do niego dojechać. Wobec tego zamiast klasztoru Sanahin mieliśmy zobaczyc klasztor Goshavank. Podobnie jak do Sanahin wiodła do niego górska, stroma i bardzo kręta droga. Klasztory budowano wysoko w górach, aby nie było łatwo do nich dotrzeć tym, co mieli w stosunku do nich złe zamiary. Kiedy już dojechaliśmy widok jaki ujrzeliśmy wynagrodził wszelkie trudy jazdy. Słońce oświetlało klasztorne mury, które powstały w XII wieku na miejscu klasztoru Getic zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Zbudowany z tufu wulkanicznego, prezentował się, jak na swoje lata - wspaniale. Przed wejściem do klasztoru stoi pomnik jego budowniczego, jednego z najwybitniejszych prawników tamtych czasów, twórcy prawa cywilnego i kanonicznego Armenii – Mhitara Gosha, stąd nazwa klasztoru oraz wioski leżącej u jego stóp – Gosh. Klasztor był nie tylko miejscem odosobnienia dla zamieszkałych w nim mnichów, ale przede wszystkim szkołą gdzie uczono języka ormiańskiego, łaciny i greki. Tam także przepisywano/kopiowano święte księgi. Ponoć na murze klasztoru znajduje się najpiękniejszy w Armenii kamienny krzyż zwany chaczkar. Mnie zachwyciły rzeźbienia w kamieniu, znajdujące się nad wejściami do świątyń. Jak to w życiu bywa obok tego sacrum było i profanum, czyli wszystko co turysta przybyły w to miejsce chciałby kupić. Muszę jednak przyznać, że wśród wielu pamiątek były także piękne wyroby miejscowego rękodzieła w tym z półszlachetnych kamieni, jakimi, jak rodzynkami ciasto, naszpikowana jest tamtejsza powulkaniczna ziemia.

Nieubłaganie biegnący czas nie pozwalał na zbyt długie rozkoszowanie się pięknem Goshavank. Czekał na nas nocleg nad jeziorem Sevan. To jedno z największych, najwyżej położonych (1.900 m n.p.m.) górskich jezior na świecie. To także olbrzymi rezerwuar słodkiej wody, do którego wpada 28 rzek i strumieni. Wypływa z niego tylko jedna rzeka Hrazdan, która płynie później przez Erewań stolicę Armenii. Niewiele brakowało, aby w czasach tzw. władzy radzieckiej Sevan przestał istnieć. Hydrotechniczne projekty radzieckich pseudo inżynierów doprowadziły do obniżenia poziomu wody w Sevanie o około 20 metrów. Takie same projekty odwrócenie biegu syberyjskich rzek doprowadziły do prawie całkowitego zniknięcia jeziora Aralskiego. Na szczęście nie dokończono tych szaleńczych zamiarów w stosunku do Sevanu, i powoli dzięki „pracy” w/w rzek i strumieni, jego poziom nieco się podniósł. Nadal swoim smakiem zachwyca żyjący w nim endemiczny, tylko w tym jeziorze,  sevański pstrąg zwany z ormiańska ischan, który zaserwowano nam na kolacji w hotelu położonym tuż nad brzegiem jeziora. Latem nad Sevanem w licznych hotelach i ośrodkach wypoczynkowych pełno jest, jak przed laty, turystów i wczasowiczów, z tym, że dawniej brylowali dostojnicy partyjni i rządowi.

Hotel był nowy, z piękną plażą i basenem oraz bajecznie zachodzącym wieczorem słońcem. Tak na marginesie – w czasie poprzedniego pobytu nad Sevenem nocowaliśmy w hotelu, w którym wypoczywali wyłącznie pracownicy osławionego radzieckiego KGB.

Kolejnego dnia odwiedziliśmy klasztor Sevanawank pochodzący z IX wieku,  dziś leżący na półwyspie, dawniej na wyspie. To, że można dojechać do niego autokarem „zawdzięczać” należy w/w pseudo inżynierom, którzy tak bezmyślnie obniżyli poziom jeziora. Z dziennikarskiego i podróżniczego obowiązku odnotuję fakt, że kiedy klasztor znajdował się na wyspie, był miejscem odosobnienie dla niepokornych i grzesznych mnichów, których tam zsyłano. Jak sie okazuje pod tym względem (grzeszenia i niepokorności) nic się od wieków nie zmieniło. Także i „u stóp” klasztoru rozłożył się targ z pseudo starociami, wśród których można było trafić np. na popiersia Lenina, bardzo pożądane przez turystów przyjeżdżających z tzw. zachodu.

 

Fotorelacja

 

Read 176 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Podobne

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…