ARMENIA – HISTORIA ZAKLĘTA W KAMIENIU CZ. II

Po zapoznaniu się z urokami Gruzji przyszedł czas na Armenię. Kraj położony w Kaukazie ongiś potężny dziś niewielki, ale mający historię którą można by obdzielić wiele. Jest to kraj, o powstaniu którego sami Ormianie opowiadają następującą legendę. 

Obowiązkowym punktem programu zwiedzania Armenii jest klasztor Geghard w 2000 roku wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nazwa klasztory wywodzi się od Włóczni Przeznaczenia (Surp Geghard), którą legionista rzymski przebił bok umierającego na krzyżu Jezusa. Włócznia a właściwie jej grot był jako relikwia przechowywany w tym klasztorze a obecnie znajduje się w głównej siedzibie Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego czyli w Eczmiandzinie.

Dojazd do tego wyjątkowego miejsca niczym się nie różnił od poprzednich jakie odwiedzaliśmy w czasie trwania wycieczki. Głębokie wąwozy, płynące w dole rzeki, kręta drogo i nagle zza zakrętu wyłonił się wysoko w górze kompleks świątynny Geghard. Dzięki staraniom Grzegorza Oświeciciela, tego, który doprowadził w 301 roku n.e. do powstania chrześcijaństwa w dzisiejszej Armenii powstał ten klasztor. Powstał to niezbyt dokładne określenie – on został wykuty w skale, tak jak wiele tego typu podobnych obiektów w samej Armenii i Gruzji. Później na terenie zamieszkałym przez mnichów zaczęto budować świątynie, których piękno można dziś oglądać. Wejście jest dość strome, za to jak już turysta/pielgrzym dotrze do wejścia na teren klasztoru i pokona okazałą bramę, bo sam klasztor miał także charakter obronny, jego oczom ukazuję się potężna świątynia. Jak się później okazało sama świątynia składa się z trzech niezależnych obiektów; malutkiego kościółka, kaplicy grobowej lokalnego rodu książęcego oraz głównej nawy, oświetlonej promieniami słońca wpadającymi przez wiele małych otworów. Akurat odbywała się msza i pełno było wiernych jak i turystów bardzo licznie odwiedzających to miejsce. Przewodnicy opowiadają, że przed wiekami w świątyni przechowywano stare manuskrypty, ale zaginęło one w czasie wielu niszczycielskich najazdów. Znajdowały się w niej relikwie św. Jana i św. Andrzeja, Włócznia Przeznaczenia i fragmenty Ąrki Noego. To wszystko sprawiało, że przez wieki całe ciągnęły tam pielgrzymki a i dziś takowych nie brakuje.

Miejsce to dosłownie tętni życiem. Jeszcze na dole rozłożone na wielu straganach królują smaczne armeńskie wypieki czy orzechy oblepione sokiem z winogron. Do tego rozliczne i wszechobecne „magnesy”, na których widać Geghard, ale także inne zabytki Armenii. Był nawet zespół muzyczny, bo sądząc po dużej ilości młodych ludzi, odbywało się tam coś w rodzaju naszej pierwszej komunii. Jak był zespól muzyczny to znalazły się także młode dziewczyny, chętne do wykonania armeńskiego ludowego tańca. Trochę święto, trochę jarmark, gdzieś na boku miejscowy rzeźbiarz na oczach wszystkich wykonywał piękne prace, co nie zmienia faktu, że wnętrza świątynne były „pełne” tej wyjątkowej, jedynej w swoim rodzaju atmosfery i klimatu jaki można spotkać wyłącznie w obiektach liczących ponad tysiąc lat. Kamienne krzyże „chaczkary” na podejściu i w samej świątyni przypominały w jakim miejscu się znajdujemy. Na mnie miejsce to sprawiło niesamowite wrażenie. Wspaniała górska przyroda dookoła, historia zaklęta w kamieniu, nieskażone cywilizacją miejsce na ziemi, no może poza okazałym parkingiem dla samochodów osobowych i autokarów.

Jak wspaniała i różnorodna jest historia Armenii zwłaszcza ta, która jest:”…zaklęta w kamieniu…” świadczy fakt, iż po przejechaniu niewielu kilometrów od klasztoru Geghard  turysta może zobaczyć antyczną świątynie grecko-rzymską z I wieku n.e. w miejscowości Garni. Cały teren tej dość licznie zamieszkałej wioski to historia  „sięgająca” sześć tysięcy lat wstecz. Na jej terenie istniało wtedy państwo o nazwie Giarniani, stąd nazwa wioski. Miejsce jest wyjątkowe – płaski dość duży teren położony jest nad niedostępnym urwiskiem więc nic dziwnego, że upodobali je sobie królowie władający tą ziemią. Powstała tam twierdza wraz z kompleksem pałacowym oraz pogańska świątynia Boga Słońca Mitry.

Jedyna tego typu budowla na Kaukazie nie jest niestety oryginałem. Na plus tym, którzy ją odbudowali niech świadczy fakt, że dokonali tego w/g starożytnych metod, bez jakiejkolwiek zaprawy metodą „na sucho” poprzez łączenia odlane z ołowiu spajające kolumny zakończone jońskimi głowicami oraz dach nad świątynią. Nawet dziś, spoglądając na zrekonstruowany obiekt, człowiek z podziwem i uznaniem ocenia kunszt budowniczych sprzed tysiącleci, którzy bez maszyn a jedynie siłą mięsni, choć także przy pomocy istniejących już wtedy wielokrążków, postawili taki obiekt. Samo Garni pełne jest sklepów z pamiątkami, winami z granatów (o nich później) oraz restauracjami z lokalną kuchnia. Nad płotami oddzielającymi domostwa od ulicy pochylają się wszechobecne tam drzewa orzecha włoskiego a na ulicę „wychodzią” stragany pełne słoików z zatopionymi w miodzie jego owocami. Można  spróbować ormiańskiego lawaszu (chleba) wprost z gorącego pieca albo kupić oryginalny armeński koniak Ararat. Wielojęzyczny tłum odwiedzający to miejsce nie sprzyjał rozmyślaniom o jego historii „…zaklętej w kamieniu…”. Garni zdecydowanie przegrywało z odwiedzonym nieco wcześniej klasztorem Geghard.

 

Fotorelacja

 

 

Read 169 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Podobne

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…