ARMENIA – HISTORIA ZAKLĘTA W KAMIENIU CZ. IV

Pora kończyć spotkanie z Armenią, tą na której historii niezatarte piękno odcisnęły wspaniałe zabytki nierozerwalnie związane z początkami chrześcijaństwa na świecie.

Pora kończyć spotkanie z Armenią, tą na której historii niezatarte piękno odcisnęły wspaniałe zabytki nierozerwalnie związane z początkami chrześcijaństwa na świecie. Trzy ostatnie jakie miałem możność obejrzeć to prawdziwe „perły”, choć nie ukrywam, że jedna z tych „pereł” – katedra w Eczmiandzinie jest w permanentnym remoncie. Już pisałem wcześniej, że Watykan jest tym dla katolików czym Eczmiandzin dla wyznawców Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Tam urzęduje katolikos odpowiednik papieża w Watykanie. Kompleks świątynno – klasztorny obejmuje kościół oraz klasztor św. Hripsime a także katedrę w Eczmiandzinie. Całość jest od 2000 roku wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Niewiele wiemy o Apostolskim Kościele Ormiańskim i o jego świętych. Warto opowiedzieć o Hripsime, która urodziła się w na terenie imperium Rzymskiego jako Rypsyma.  Była mniszką w klasztorze św. Pawła. Rzymem rządził wtedy cesarz Dioklecjan.  Poznał Rypsymę i urzeczony jej urodą chciał ją poślubić. Ta odmówiła cesarzowi. Miała sen, w którym Matka Boska wskazała jej drogę ucieczki do ówczesnej Armenii.  Chcąc uniknąć zemsty cesarza razem z 40 swoimi przyjaciółkami udała się tam. Rządzący wówczas Armenią król Tiridates III dowiedziawszy się o jej historii kazał ją wraz z przyjaciółkami sprowadzić do swojego pałacu. Powtórzyła się historia z cesarzem Dioklecjanem bowiem król Tiridates III także zakochał się w Rypsyme i chciał, żeby należała wyłącznie do niego. Podobnie jak Dioklecjanowi odmówiła oświadczając królowi, że jej Panem jest tylko Chrystus. Król w gniewie rozkazał wszystkie 40 dziewcząt razem z Rypsyme – ukamienować. Uratowała się tylko późniejsza św. Nino, ta która doprowadziła do chrztu Gruzji. Śmierć niewinnych dziewcząt bardzo źle wpłynęła na psychikę króla Tiridatesa III bo stracił zmysły. Uratował go Święty Grzegorz Oświeciciel a uzdrowiony król jako pierwszy na świecie w 301 roku n.e. ogłosił Armenię krajem chrześcijańskim.

Kościół św. Hripsime jak na swoje ponad czternaście wieków istnienia prezentuje się wspaniale. Do dziś odbywają się tam nabożeństwa a młodzi upodobali sobie to miejsce i zawierają tam śluby. Zbudowany z różowego tufu wulkanicznego zachwyca prostotą, surowym wnętrzem  z pięknym ołtarzem i grobem świętej.

Pisałem już o klasztorze Geghard, gdzie był przechowywany grot włóczni rzymskiego legionisty Longinusa, którą to włócznią przebił bok Jesusa umierającego na krzyżu. Dziś grot tej Włóczni Przeznaczenia, jak się ją nazywa, znajduje się w skarbcu katedry w Eczmiandzinie, głównej katedrze Apostolskiego Kościoła Apostolskiego.  Eczmiandzin podobnie jak Watykan leży na terenie miasta o innej nazwie. Tak jak Watykan jest położony na terenie Rzymu, tak Eczmiandzin, podobnie jak kościół św. Hripsime znajdują się na terenie miasta Wagharszapat. Katedra w Eczmiandzinie jest nie tylko najstarszą i najważniejszą katedrą ormiańską, jest także najstarszą katedrą na świecie. Jest znacznie starsza od kościoła św. Hripsime bowiem liczy sobie ponad siedemnaście wieków.

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Eczmiandzin, przewodniczka zapytała czy wiemy, a były nas trzy osoby, które przyleciały do Armenii na zaproszenie przyjaciół z Erewania  jeszcze za czasów władzy radzieckiej, jak naszym zdaniem wygląda typowy Ormianin. Zgodnie odpowiedzieliśmy, że szczupły, dość wysoki o tzw. „sadej” cerze i ciemnych włosach. Kazała nam się odwrócić i powiedziała, oto najprawdziwszy Ormianin wskazując na przechodzącego obok mężczyznę. Wszyscy jakby umówieni krzyknęliśmy: „…ale on jest …rudy…!!!” Tak to prawda odpowiedziała, taki kolor włosów mają „czystej krwi” Ormianie. Nasze zdumienie nie miało granic, a tak naprawdę to do dziś dnia nie wiem, czy mówiła prawdę, czy z nas zażartowała???

Ostatnią z „pereł” ormiańskiego budownictwa sakralnego, czyli jak to wcześniej określałem: „…historii zaklętej w kamieniu…” jest katedra w Zwartnoc. Słowo katedra nie jest tutaj użyte właściwie, bowiem są to raczej pozostałości katedry, która została całkowicie zniszczona przez potężne trzęsienie ziemi (Armenia to kraj o wyjątkowo silnej działalności sejsmicznej). Miało to miejsce w 930 roku n.e. i od tamtego czasu nie została odbudowana. Zbudowana została z polecenie ówczesnego katolikosa Neresa III i była naprawdę imponująca sądząc po makiecie jaką można zobaczyć w muzeum jej poświęconym. Zbudowana oczywiście z różowego tufu wulkanicznego, trzykondygnacyjna, zwieńczona potężną kopułą. O kunszcie jej budowniczych świadczą kolumny dolnej kondygnacji zakończone pięknymi głowicami. Minęło ponad 1.300 lat od czasu kiedy powstała, a delikatne i precyzyjne rzeźbienia zachwycają maestrią wykonania.

To już koniec opowieści o „…historii zaklętej w kamieniu…” jaką widziałem w Gruzji i Armenii. Nie koniec jednak o tym co słyszałem w czasie swojej podróży do tych krajów.

 

Fotorelacja

 

Read 214 times
Andrzej Chałupka

Pilot wycieczek niemalże od 30 lat...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Podobne

1 Komentarz

  • Marek
    Marek wtorek, 12 maj 2020 19:02

    super!

Dodaj komentarz

 

Top
We use cookies to improve our website. By continuing to use this website, you are giving consent to cookies being used. More details…